Dziewięciokilometrową trasę z La Calety do Los Cristianos, biegnącą cały czas nadmorską, a raczej nadoceaniczną promenadą, w czasie naszego pobytu na Teneryfie, przeszliśmy trzy razy. Za każdym razem była to dla nas, miłośników pieszych wędrówek, wielka frajda. Zajmowało to prawie cały dzień, ponieważ gospodarowaliśmy wówczas czasem w sposób cudownie...
Kiedy za sprawą osiągnięcia odpowiedniego poziomu równowagi wewnętrznej, udało nam się po pewnym czasie dostroić do rytmu życia panującego na Majorce i Teneryfie, zaczęliśmy delektować się nim w pełniejszym wymiarze. I mimo że wiązało się to z jego znacznym spowolnieniem, w jakiś zadziwiający sposób dni mijały nam bardzo szybko....
Costa del Silencio diametralnie różniło się od Cala Millor. Tam byliśmy, zwłaszcza w sezonie wysokim, w oku turystycznego cyklonu, tutaj dochodziły do nas tylko jego nieśmiałe pomruki. Tam wystarczyło wyjść na ulicę i w promieniu stu metrów mieliśmy ze dwadzieścia knajp i drugie tyle różnorakich sklepów i punktów usługujących...
Zmierzch przez większą część naszego życia kojarzył nam się z początkiem końca dnia. Porą, wraz z którą wchodził w swój okres schyłkowy, smugę cienia. Zmierzchając, dzień sygnalizował też ludziom, że nadszedł czas zwolnienia obrotów, stopniowego dokręcania kurka z adrenaliną oraz świadomego i nieświadomego wszczęcia procedur i rytuałów związanych z...
Trzeci dzień na Teneryfie przyniósł rozwiązanie problemu mieszkaniowego. Jakby nie patrzeć, znowu wyszło na nasze. Wiara w przychylność „wyższej instancji” zaprocentowała zakończeniem naszych poszukiwań i uwolnieniem nas od rodzącego się pomału niepokoju i obawy co do szczęśliwego finału tychże, czyli niepotrzebnego stresu. Uważam co prawda, że rozum i wiara...





